Reklama
  • Piątek, 10 października 2014 (08:00)

    Ryszard Kotys. Mistrz drugiego planu

Mimo wieku zupełnie sobie nie wyobraża, że mógłby nie pracować. Jest aktorem charakterystycznym. Ludzie czasami nie pamiętają odtwórców głównych ról. Ale jego pamiętają

Mówi się o Panu: mistrz drugiego planu. Choć w niektórych filmach wypowiedział Pan tylko kilka słów, ludzie Pana pamiętają. Na czym polega ten fenomen?

Reklama

Sam się nad tym zastanawiałem, zwłaszcza że często reżyserzy bardzo mnie chcieli nawet dla jednego zdania czy pokazania głowy. Widocznie swoją osobowością wypełniałem jakąś lukę. Zawsze starałem się zagrać inaczej, nawet jak był to drobiazg.

Do dziś spotykam się z sytuacją, że ludzie nie pamiętają, kto zagrał główną rolę, a dokładnie wiedzą, co ja powiedziałem w danym filmie. To niesamowite! Ale jest też wielu innych aktorów, którzy dzięki epizodom są świetnie pamiętani. Być może mamy to „coś”?

Lubi Pan popularność?

Nie jest łatwo być popularnym aktorem, czasami trudno jest przejść przez ulicę, bo się jest zaczepianym. Oczywiście często jest to bardzo przyjemne. Tak się składa, że grając takie lewe postaci, zawsze miałem sympatię widzów. Publiczność lubi takie trochę podejrzane charaktery. Jak już ktoś mnie dorwie na ulicy, to słyszę, że Paździoch bardzo im się podoba. Często słyszę od taksówkarzy, że nie lubią oglądać telewizji, ale Kiepskich oglądają zawsze.

A propos taksówek, dlaczego nigdy nie zrobił Pan prawa jazdy?

Dlatego, że mam brak orientacji w terenie i zbyt łatwo mógłbym się zgubić. Nawet w domu schodząc schodami mogę trafić do piwnicy zamiast do pokoju. Tak po prostu mam, więc nigdy nie kupiłem auta, ale na szczęście żona i syn mają, więc czasami mnie wożą.

Skończył Pan 82 lata, ciągle gra, świetnie wygląda. Jaką ma Pan receptę na dobrą formę?

Całe życie uprawiałem sport, w młodości biegałem, skakałem w dal, grałem w kosza, w piłkę nożną. Nawet byłem w reprezentacji kuratorium kieleckiego, grałem razem w Wieśkiem Gołasem, on w ataku, ja na bramce. Dużo grałem w teatrze i nigdy nie wstydziłem się tego, by przed spektaklem za kulisami rozciągać się i gimnastykować. Choć koledzy na mnie dziwnie patrzyli i pewnie myśleli – głupi jakiś, wiedziałem, że to mi dobrze robi i zaprocentuje. Pewnie pomagają też dobre geny.

A może także wpływ na to ma dużo młodsza żona i 25-letni syn?

Rzeczywiście tak jest. Świadomość, że ma się młode dziecko, sprawia, że wiem, iż muszę żyć, i to aktywnie. To daje motywację, taki pozytywny impuls w głowie. Przyznam się też, że nie wyobrażam sobie w ogóle nie pracować.

A jakim jest pan mężem?

Oj! O tym może powiedzieć tylko moja żona, ale sądzę, że może na mnie liczyć. Staram się ją zawsze we wszystkim wspierać, a teraz jestem z niej bardzo dumny. Żona od jakiegoś czasu ma nową pasję – fotografię – i już została doceniona.

Właśnie przyjęto ją do Związku Fotografików, ma za sobą dużą wystawę, są nawet zaproszenia za granicę. Cieszę się i przyznam, że jej zdjęcia bardzo mi się podobają. To ja kupiłem jej aparat, gdy zainteresowała się na poważnie fotografią.

A syna nie ciągnie do aktorstwa?

Nie. Żadnego z synów nie ciągnęło do filmu. Starszy jest marynarzem, młodszy został informatykiem, choć przyznam, że ma aktorski talent.

A to prawda, że jest Pan domatorem?

Tak. Uwielbiam być w domu, choć nie zawsze tak było. Kiedyś całe środowisko teatralne i filmowe spotykało się. To były inne czasy, było wiele klubów związków artystystów. W Warszawie był SPATiF, we Wrocławiu Klub Dziennikarza. Można było tam spotkać ciekawych ludzi, porozmawiać z pisarzem, malarzem. To były bardzo twórcze spotkania i nie chodziło tylko o picie wódki. Zresztą wtedy piło się jawnie. Bez wstydu.

Rozm. Anna Zasiadczyk

Urodzony: 20 marca 1932 roku w Mniowie. Kariera: Ukończył Wyższą Szkołę Aktorską w Krakowie, debiutował na deskach Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Występował w wielu teatrach w całej Polsce.

W ciągu blisko 60 lat kariery na swoim koncie ma ponad 40 ról serialowych i niemal 150 w filmach fabularnych. Ostatnio popularność przyniosła mu rola Mariana Paździocha w serialu „Świat według Kiepskich”.

Prywatnie: Dwukrotnie żonaty. Z pierwszą żoną ma syna Piotra, który jest marynarzem. Druga to Kamila Sammler-Kotys. Mają syna Eryka, który jest informatykiem.

Życie na gorąco

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.